Vouchers
Media
FAQ
EN
Icon arrow
Find a tableExperiencesFestivalsVouchers
Sign in
Icon search

Forza Napoli, czyli alfabet neapolitańskiej pizzy

ŚNIADANIA •  3 STYCZNIA 2024

article image

Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, żeby wjechać do Neapolu w momencie, w którym tamtejsza drużyna piłkarska zdobyła mistrzostwo Włoch w piłce nożnej. Piszę to oczywiście ze sporym przekąsem, bo miałem w planach zająć się pizzą, a nie futbolem - relacjonuje Bartek Kieżun.

Zaraz po zaparkowaniu samochodu usłyszeliśmy, że zespół SCC Napoli zdobył właśnie scudetto. Uśmiechałem się, wydawało mi się, dość wiarygodnie, ale chyba było widać, że nie mam pojęcia, o czym mowa. Nastąpiły więc wyjaśnienia: z obliczeń wynika, że Neapol został mistrzem Włoch i że ma scudetto. Pierwsze zrozumiałem, drugie było chyba mniej istotne, przynajmniej dla mnie, dla moich rozmówców było jakby odwrotnie, bo odmieniali to słowo na wszystkie sposoby. – W każdym razie dziś świętujemy – usłyszałem.

W pół godziny całe miasto ozdobiły białe i niebieskie pasy z grubej folii. Opleciono nimi dosłownie wszystko. Balustrady balkonów, ławki, słupki chroniące pieszych przed atakiem samochodów i kosze na śmieci. W drodze do miasta sprawdziłem w internecie, co to jest scudetto. Wyszło mi, że tarcza zdobiąca strój wygranej drużyny. Rany boskie, taka afera o kotylion – mruknąłem pod nosem. Wśród kakofonii dźwięków przywodzących na myśl wojnę pozwoliłem sobie wyrazić po cichu nadzieję, że kiedy tylko umilkną petardy, sprawę piłki będziemy mieli z głowy.

Pizza jest okrągła, a bramki są dwie

Następnego dnia okazało się, że nie do końca. Wszyscy wokoło nerwowo szeptali, że ogłoszenie wyników było sporym falstartem. Szeptali, bo najwyraźniej gardła mieli zdarte od wrzasków poprzedniego wieczora. Okazało się, że mecz z Salerno albo z Sanremo, który miał potwierdzić wygraną, drużyna z Neapolu zremisowała i w sumie nic nie jest jeszcze jasne. Choć jednocześnie wynikało, że niezależnie od wszystkiego, tak czy owak są mistrzami Włoch. Nie byłem w stanie pojąć, o co chodzi, ale ucieszyłem się, że jest nieco ciszej niż poprzedniego dnia. W kawiarni, z ustami zapchanymi sfogliatellą, kiwałem głową, że wiem o wszystkim, uwielbiam piłkę nożną i potwierdzałem, że Forza Napoli, przypominając sobie powiedzenie o wchodzeniu między wrony.

Po południu ustawiliśmy się w kolejce do pizzerii 50 Kalo, której szefem jest Ciro Salvo. Miałem nadzieję na podsłuchiwanie rozmów, bo wiadomo, że czekając na jedzenie, najlepiej rozmawia się o jedzeniu, ale nadzieja była płonna. Wszyscy jak jeden mąż prowadzili matematyczne rozważania. Po remisie trzeba będzie wygrać w Udine w środę i będzie można świętować – mówili. Znowu? – pomyślałem i wpadłem w małą panikę.

Po 45 minutach ze sporym westchnieniem ulgi usiadłem i zamówiłem marinarę, której powstanie, wbrew plotkom, nie ma nic wspólnego z marynarzami. Doceniłem niewielki, złoty brzeg, nienapompowany do rozmiarów piłki lekarskiej. Cieszyłem się sosem z pomidorów San Marzano oraz faktem, że pizzę po upieczeniu polano rozsądną porcją naprawdę dobrej oliwy. Wcinanie pizzy neapolitańskiej w jej klasycznym, a nie współczesnym wydaniu sprawiło mi wiele przyjemności.

Dryblując pomiędzy piłką a pizzą

Po kilku dniach pełnych odgłosów wybuchających petard i wrzasków w Antica Pizzeria & Trattoria al 22 przy via Pignasecca 22 w porze obiadu usłyszałem, że dziś wszystko stanie się jasne. Zakładałem, że pizzaioli nie rozmawiają o sądzie ostatecznym, tylko, o zgrozo, znowu o piłce nożnej. Kiedy wieczorem wracaliśmy do domu, domyśliłem się, że mecz z Udine został wygrany. Pociąg przypominał statek szaleńców. Wszyscy trąbili i gwizdali, wydawali piekielnie głośne dźwięki piszczałkami zakupionymi chwilę wcześniej na jednym ze stojących wszędzie straganów i śpiewali hymn drużyny, który i ja znałem już prawie na pamięć. Petardy znów wybuchały częściej niż w sylwestra, a ja zastanawiałem się, czy mój żołądek zwariuje od nadmiaru pizzy, czy głowa od przesytu dźwiękami.

Pandemonium wokoło pozwalało przypuszczać, że świętowanie weszło w fazę decydującą. Wiedziałem już też, że muszę powtarzać, że Piotr Zieliński jest super, choć jeszcze kilka dni wcześniej nie miałem pojęcia jego istnieniu. Z rozpędu zapoznałem się też z życiorysami pozostałych grających w SCC Napoli Polaków, czyli Bartosza Bereszyńskiego i Huberta Idasiaka.

Następnego dnia przy śniadaniu, które tym razem składało się z wybornego pasticcio i filiżanki cappuccino, dowiedziałem się, że świętowanie zwycięstwa odbędzie się w weekend. Nie dałem nic po sobie poznać. Głupio byłoby zapytać w kawiarni, co w takim razie jak nie świętowanie odbywa się w mieście od tygodnia. Przez kolejne godziny zastanawiałem się nad tym, co będzie się działo w weekend. Uznałem jednak, że plan z pizzą nadal obowiązuje i odstałem swoje w kolejce do smażalni La Masardona, która słynie z pizzy smażonej. Obsługiwał mnie personel ubrany w niebieskie koszulki z nazwą lokalu i wielkim numerem 10. Nie jestem piłkarskim orłem, ale aluzja do Maradony była czytelna nawet dla mnie.

Neapolitańska trójca święta

To, co wydarzyło się w sobotę, wyglądało zupełnie tak samo jak przejażdżka pociągiem w środę, tyle że całe miasto wyglądało jak pociąg. Ulice były pełne. Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, dzieci i dziadkowie wydzierali się, jakby ktoś ich przypalał ogniem piekielnym. Pracowały niebieskie świece dymne, co powodowało, że wszyscy milkli na chwilę, bo trudno się drzeć, kiedy się kaszle. Powiewały flagi, piszczały klaksony, a ja uznałem, że jeśli chcę zjeść kolejną pizzę, to tym razem tylko w wersji portafoglio. To margherita lub marinara, nieco mniejsza od klasycznej, z cieńszym brzegiem, złożona na cztery części i sprzedawana na wynos. Usiąść tak czy tak nigdzie nie miałem szans.W nocy, mimo maja w kalendarzu, przeżyłem drugiego sylwestra w tym samym tygodniu, wpatrując się w pokaz sztucznych ogni nad Zatoką Neapolitańską. Niedzielę przeznaczyłem na czytanie o historii Neapolu, bo nie chciałem wpaść pod skuter prowadzony przez dwunastolatka z biało-niebieską flagą i świecą dymną w ustach.

W poniedziałek na śniadanie zjechałem z nadzieją, że temat piłki mamy już za sobą. Okazało się, że w sumie tak. – Wszyscy wracają do pracy, a świat wraca do normalności – oznajmiła mi właścicielka kawiarni. – Ale w środę świętujemy, bo drużyna zjeżdża w końcu do Neapolu – usłyszałem i zapłakałem nad własnym losem. Miała być pizza, a jest piłka. Cóż – nie da się ukryć – poznałem prawdę o Neapolu. Są tam trzy religie: jest Bóg, jest piłka nożna i jest pizza. Tylko lepiej nie pytać, która z części tej trójcy jest najważniejsza, bo można się zdziwić.

Share:
Icon facebook
Icon twitter
Icon linkedin

Recommended articles

Ateny do zjedzenia: Christopsmo, czyli przepis na grecki chleb preview
Ateny do zjedzenia: Christopsmo, czyli przepis na grecki chleb

Zawsze byłem wyczulony na brzmienie nowych, zasłyszanych po raz pierwszy słów. W Atenach od pierwszego usłyszenia uwiodła mnie Panagia Karprikarea.

ŚNIADANIA •  26 STYCZNIA 2026

article 4 title preview
article 4 title

article 4 lead

ŚNIADANIA •  22 STYCZNIA 2026

test 6  preview
test 6

test 6 

TECHNICZNE •  19 WRZEŚNIA 2023

REGULAMIN BLOGA  Restaurant Club preview
REGULAMIN BLOGA Restaurant Club

Niniejszy Regulamin określa warunki korzystania z bloga Restaurant Club znajdującego się na stronie
https://restaurantclub.pl/blog (Blog), której administratorem i właścicielem jest Restaurant Club Sp. z o.o. z siedzibą w
Warszawie, przy Al. Ujazdowskie 24 lok. 23a, wpisaną do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego
prowadzonego przez Sąd Rejonowy w Warszawie, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, pod numerem
KRS 0000890485, NIP 5322049641, REGON 147440498, kapitał zakładowy w wysokości 50000 złotych (Usługodawca).
Regulamin Bloga ma zastosowanie do stosunków pomiędzy Usługodawcą, któremu przysługuje prawo do Bloga, a jego
użytkownikami.

TECHNICZNE •  1 CZERWCA 2023

Z kamerą wśród garnków: od „Kuchennych rewolucji” po „The Bear” preview
Z kamerą wśród garnków: od „Kuchennych rewolucji” po „The Bear”

Precyzja i kunszt jak u wiedeńskich filharmoników; brud, degrengolada i wieczne pretensje, czy może tempo i chaos zmieniające załogę kuchni w buzujące kortyzolem i adrenaliną reaktywne piłeczki? Filmy i produkcje telewizyjne szukają przepisu na to, jak pokazać nam soczyste opowieści o „gastro” od kuchni. Efekty ocenia Łukasz Zaleski – kochający jeść i rozmawiać o jedzeniu dramaturg i reżyser.

TEST •  15 MAJA 2023

article 2 title preview
article 2 title

Kraciasty koc, duży wiklinowy kosz, sezonowe owoce i intensywnie zielona trawa - to obowiązkowe elementy najlepszych instagramowych zdjęć ze słowem “piknik”. Na idealnych zdjęciach nie widać jednak czasu poświęconego na przygotowanie jedzenia, ani poparzonych od słońca ramion czy inwazji komarów. O czym należy więc pamiętać, aby piknik był udany?

TECHNICZNE •  26 STYCZNIA 2023